Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 940 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Życzenia świąteczne i noworoczne ... 2012/2013 r.

środa, 26 grudnia 2012 19:33

 

 

Do kontynuacji bloga wkrótce powrócę...

 


Podziel się
oceń
1
1

Wanda...

niedziela, 15 stycznia 2012 16:45

 

 

Truda, nie guzdraj się…, krzyknęła Wanda do swej pielęgniarki,

która na zawołanie usługiwała  jej także w prywatnych sprawach.

- Pani Wando, przecież się spieszę , odpowiedziała lekko poirytowana

i mruknęła pod nosem – nie dość, że się staram, to jeszcze mi się obrywa…

Ale lubiła przełożoną  i chociaż dobrze znała jej słabości, bez większego oporu

wykonywała jej polecenia. Podobnie czyniły dwie jej koleżanki.

Toteż gdy stawiały na stole kolejne miski z potrawami, śmiały się i żartowały,

podczas gdy Wanda z papierosem w ustach siedziała na fotelu i się kiwała

od przodu do tyłu, od czasu do czasu powtarzając – ja już niedługo umrę dziewczyny,

choć  nie miała wówczas nawet pięćdziesięciu lat.

To była jej stara śpiewka od dość dawna. Kasia ją znała od zawsze

 i nadziwić się nie mogła, że ciocia tak ustawicznie to powtarza,

wzdychając przy tym zadziwiająco. Na nic ta prognoza jej się nie przydała, bo umarła ,

kiedy miała prawie sto lat, a w 92.roku życia samodzielnie odebrała poród wnuczki.

Pisali o tym nawet w Internecie, podając jako sensację .

Co tu dużo mówić, w końcu rzadkością jest ,

by w tym wieku być tak żywotną i jakoś, ani nałogowe palenie papierosów,

którymi aż tak bardzo nie zaciągała się , ani niewielka ilość alkoholu,

który prawie codziennie wypijała, nie zaszkodziły jej zdrowiu.

 Bystra i pełna energii,  stworzona była do dyrygowania innymi.

Może dlatego jej małżeństwo dość  wcześnie się rozpadło.

Uciekła od  męża, gdy miała córkę i syna w wieku przedszkolnym…

To ją jednak nigdy nie przytłaczało, a nawet wydawało się ,

że jest z tego powodu zadowolona. Często podśpiewywała sobie

– „Włóczęgę” i wtedy była jakaś taka nieobecna…

Czekała na okazję, by się zabawić, dlatego dom był dla wszystkich otwarty

 i to z suto zastawionym stołem.  Nikt bez poczęstunku nie wyszedł,

to i schodzili się różni ludzie. Stałym jej gościem był miejscowy aptekarz,

a i ks. proboszcz, z którym była na koleżeńskiej stopie,

 lubił do niej zaglądać. Nie obyło się też bez rodziny.

Nie było dnia, by ktoś z dalszej i bliższej rodziny jej nie odwiedził.

Do wszystkich życzliwa, najbardziej dbała o swoje pacjentki.

Nagle zrywała się z fotela, biegła do nich, zrzucając na innych wszystkie inne sprawy.

 

 http://youtu.be/oPZWSOzJCfg

 

http://youtu.be/HSxWyiptIxM


Podziel się
oceń
4
0

Zmiany wystroju...

środa, 11 stycznia 2012 5:42

 

  

Szanowni Goście!

Znowu zmieniłam wystrój blogu..., więc poprzedni wpis ze zwrotem do Hani jest nieaktualny.

Chwilowo tak pozostanie, nim poszukam coś bardziej stosownego.


Podziel się
oceń
1
0

Przyjęcie...

wtorek, 10 stycznia 2012 4:51

 

 

Dodatek ...

Haniu, poznajesz? Umieściłam w nagłówku Twoją Matkę Bożą Uzdrowienia Chorych.

Tło blogu stanowi portret dziewczynki. Treść opowiadana przeze mnie, to nic innego,

 jak widzenie rzeczywistości w oczach dziecka, przeniesione obrazami w współczesność...

Jest w tym lekkie poplątanie czasowe, by niektóre osoby, tu ukazane, nie zostały rozpoznane...

Wszystko inne - zgodne z prawdą.

Tomku, posłuchałam podpowiedzi i powiększyłam litery.

Czy teraz nie są za duże?

Byliście zbyt delikatni i nie skrytykowaliście poprzedniego wystroju...

A trzeba było... Jak wiecie, nie tak łatwo cokolwiek w szablonach zmienić.

Nie pasuje mi ten granat w narzędziach, lecz jest zapisany na stałe

i nic nie można poprawić. Mogłoby być tło beżowe albo odcienie brązu...

Poprzedni wystrój mnie bawił, ale jednocześnie raził.

Chwilowo poprzestanę na tym, bo eksperymenty zabierają zbyt dużo czasu.

W tym tygodniu jeszcze pojawi się tutaj dalszy ciąg opowieści.

Zapraszam - Aisling, czyli  Krystyna


Podziel się
oceń
2
0

Urodziny Wandy...

niedziela, 08 stycznia 2012 4:40

 

 

Haniu...

Zgodnie z życzeniem, zmieniłam czcionkę w tytule, ale nadal  mnie nie zadawala.

Podmieniłam też

 tło na bardziej kiczowate...

Narazie tak zostanie, chyba, że będzie sprzeciw...

Wtedy poszukam coś dostojniejszego.

Czy życie nie jest kiczem?

Po tym ostatnim doświadczeniu z zamianą obrazków, przez nieznanego sprawcę,

po pół godzinie dostałam jakiegoś łomotania serca

(dawno tego nie miałam...),

poratowałam się niewielką dawką koniaku,

 posiedziałam przy filmie i  następnie zasiadłam do poprawek w tym blogu...

Już na dzisiaj dość... A łomotanie prawie już nie odczuwalne,

ale nie wiem, co może się stać...

Co ma być, to będzie...

Może w następnym wcieleniu nadgonię, co nie zdążyłam zrobić teraz...

 

 

Po dłuższej nieobecności wznawiam kontynuację bloogu...

 

 

Emocje związane z Mileną i Jerzym powoli wygasały, bo oni przestali być widoczni. Jerzy został przeniesiony, a Milena razem z mężem przenieśli się do Grudziądza. I jak to bywa, ludzie pogadali i w końcu przestali, znajdując inne tematy do roztrząsania.Tym razem całą parą szły przygotowania do urodzin Wandy, która czekała na wszystkich w swoim prywatnym mieszkaniu na samym rogu budynku w centrum wioski. Z jej okien, z jednej strony rozciągał się widok na domy położone przy dwóch drogach z apteką w środku, a z drugiej strony widać było rynek i wszystko to, co wokol rynku stało. Gdy wychyliło się z okna można było zobaczyć kościół w całej okazałości, a siedząc przy stole, widać było plebanię z ogrodem, także sklepik  rzeźniczy i drogę na cmentarz. Na co dzień Wanda jako położna mieszkała w ośrodku zdrowia, gdzie miała nieduży pokój i niewielką kliteczkę na różne szpargały. Wszyscy dziwili się, że nie mieszka w swoim mieszkaniu prywatnym tylko w służbowym, ale ona tak wolała, bo była bliżej swoich pacjentek. Lubiła swój zawód i to wszystko co było z nim związane, więc pacjentki miały u niej jak u  Pana Boga za piecem.  Personel musiał chodzić jak sprawny zegarek. Nie było mowy, by były jakieś zaniedbania, wynikajace z opieszałości. Dlatego salowe i kucharka czy praczka zawsze były w pełnej gotowości i na każde jej zawołanie skrupulatnie wykonywały jej polecenia. Trochę nadużywała ich, zlecając im swoje prywatne prace do wykonania, ale rekompensowała to im szczodrością i dobrym sercem. Taka zresztą w tych stronach obowiązywała moda wysługiwania się tym, którzy w hierarchii  społecznej byli wyżej i nikt z tego powodu nigdy nie protestował, chętnie czy niechętnie, wykonywał dodatkowe polecenia, by utrzymać pracę. Niby władza była ludowa, a "pańskość" i "pańszczyzna" nadal obowiązywały. Takie wtedy były realia. Kiedy zbliżały się imieniny czy urodziny szefowej, każdy stawał na głowie, by jej dogodzić. Odbywało się wielkie sprzątanie i przygotowywanie potraw. Trzeba było tego dużo, bo gości zawsze nie było malo i z tego powodu uczta odbywała się na raty. W pierwszej kolejności przyjmowani byli goście o najwyższym statusie społecznym - księża, lekarze, aptekarz i najbliższa rodzina. Dopiero w następnych dniach przyjmowani byli ci mniej znaczni. Wandzie to nawet pasowało, bo uwielbiała przyjęcia i to przyjęcia z "pompą". Najlepiej takie przy ognisku i z fajerwerkami. Helena też  zakasała rękawy i wzięła się do roboty. Przygotowała ogromny tort.


Podziel się
oceń
1
0

Życzenia wielkanocne...

piątek, 22 kwietnia 2011 0:31

 

 

Drodzy Czytelnicy do kontynuacji ... wrócę po świętach...

Przyjmijcie moje życzenia...

 


Podziel się
oceń
0
1

dc.

poniedziałek, 24 stycznia 2011 3:18

 

 

Tymczasem Milena odtrącona przez Jerzego, czuła się z dnia na dzień coraz gorzej. Nadal łudziła się, że Jerzy do niej wróci. Myślała o nim nieustannie. Kręciła się po domu w nadziei spotkania go, lecz on jej unikał. Po cichu wychodził z pokoju, by przypadkiem nie podsłuchała jego kroków. Kilka niepewnych dni wydłużało się w nieskończoność. Po ostatniej burzliwej rozmowie z proboszczem, Jerzy wpadał na posiłki do kuchni . Zjadał cokolwiek w przelocie i gnał do swych obowiązków,  których raptem zrobiło się więcej.

O wiele dłużej przebywał teraz z ministrantami i na polecenie proboszcza porządkował archiwum biura parafialnego. Ani myślał spotykać się z Mileną, zwłaszcza że coraz częściej myślał o młodej mieszkance w Pruskich. Wieczorem siadał na motor i wyjeżdżał na dwie godziny do kolegi z sąsiedniej parafii. Zwierzył mu się ze wszystkiego. Ten, podobnie jak proboszcz, poradził mu, by nie zadawał się więcej z Mileną . Sprawę dziecka skwitował krótko: - „Niejednemu to się przytrafiło, żeby być w porządku, będziesz wspomagał finansowo, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale odstąpić od tego musisz na zawsze.”

Jerzemu ani w głowie było teraz kontynuowanie tego romansu, dlatego z utęsknieniem czekał na decyzję biskupa, który został o wszystkim poinformowany. W tym dniu  wracał później niż zwykle, bo po drodze złapał „gumę.” Mieszkańcy powoli przygotowywali się do snu.

Helena jeszcze robiła ostatnie porządki, kiedy wszedł do niej do kuchni. Od razu podała mu kubek zsiadłego mleka, które bardzo lubił i kawałek szarlotki.

-„Szkoda mi ciebie, Jerzy, że zaplątałeś się w historię z Mileną. Będzie się to za tobą ciągnęło latami. To zła kobieta. Niejednemu w głowie zawróciła. Prędzej czy później też porzuciłaby ciebie, bo niezła z niej numerantka. Benuś niczego nigdy nie zauważał,  bo  świata poza nią nie widzi. Oj… namieszałeś … namieszałeś… z jej powodu  i twego nieopanowania… Nie uchodzi tak kapłanowi… Nie uchodzi tak postępować… I co teraz z tobą będzie, biedaku?” Nagle zaczęła się nad nim litować, a on głowę zwiesił bezradnie, gdy w tym czasie z jej oczu leciały łzy ukradkiem…    


Podziel się
oceń
0
0

Poszukiwania Krzysia...

poniedziałek, 22 listopada 2010 20:20

 

 

 



www.polskiemuzy.pl  www.pielgrzymki.szczecin.pl

 

Wkrótce łódź jak na życzenie zatrzymała się przy nich. To letnicy z Warszawy, burknął Tomasik. Co roku tu przyjeżdżają.

-  „A was, kij diabeł po nocy niesie?” – zawołał do nich gromkim głosem. Czterdziestoletni mężczyzna odpowiedział równie krzepko –

 „ Usłyszeliśmy was, to zawróciliśmy, płynęliśmy do Tlenia. Mamy chłopaka ze sobą. Jak tu płynęliśmy, zobaczyliśmy go na brzegu. Powiedział, że się zgubił. Teraz śpi na pod ławką. Usnął chyba z przerażenia.”

 – „A juści… zgubił się … nałgał jak zwykle, psotnik jeden… nic tylko za nim stale uwijać się trzeba i mieć na oku, by sobie krzywdy nie zrobił. Baby za nim płaczą, a ten śpi w najlepsze… i jak zawsze upiecze się  mu, bo zaczną się cieszyć, że nic mu się nie stało… jeszcze cukierków mu dadzą”  - niebywale poruszony, odezwał się Alfred.

I wcale się nie pomylił. Gdy wrócili, wszyscy wybiegli na podwórze, witać Krzysia z okrzykami radości. Hela zaraz podała mu zagrzane mleko z masłem i miodem, by ewentualnie zapobiec przeziębieniu. Skakali nad nim jakby był królewiczem, a on sam zachowywał się tak jakby był zwycięzcą spod Waterloo. W końcu „pokonał” samego Napoleona na ziemi mokrej od deszczu… Tylko Kasia, strapiona siedziała w kącie, martwiąc się o przyszłe losy brata… Widziała je w niezbyt przejrzystych obrazach.

 


Podziel się
oceń
0
1

Poszukiwania...

wtorek, 28 września 2010 22:10




www.polskiemuzy.pl  www.pielgrzymki.szczecin.pl


Zapraszam do Polskich Muz na moje artykuły...







Poszukiwania trwały dość długo. Na miejscu okazało się , że wszystkie łódki przywiązane są do przystani. Kajaki też tkwiły w swoim miejscu.  W domku, który stał tu od zawsze, nie było nikogo. Ciemne okna, zakryte okiennicami, wskazywały na to, że gospodarze byli poza domem. Ktoś zapukał do drzwi, ale te tylko wydały z siebie jakiś głuchy łoskot. Stary Michul z Maryną pojechali do córki, odezwał się zgarbiony Franek Wojtas, który zawsze towarzyszył Alfredowi w różnych tarapatach.  Deszcz kapał niemiłosiernie i zawiewało od zachodu przejmującym wiatrem. Zatrzymali się pod niewielką stodołą. Derkę , którą byli okryci, zarzucili na  konia, a na  siebie naciągnęli kapoty z wozu, które na wszelki wypadek zawsze leżały pod siedziskiem. Alfred wyciągnął papierosy i poczęstował wszystkich.  Były problemy z rozpaleniem pierwszego papierosa, potem jednak poszło gładko, gdy jeden od drugiego przypalał.  Pryszczaty Robert z zanadrza kurtki wyjął butelkę z gorzałką . Na jej widok wszyscy jakby odetchnęli z ulgą i nic nie mówiąc, po kolei wypili po sporym łyku...

- „Spirt sam czy co... pali jak ogień..." - pierwszy odezwał się Waluś z wybudowania.   

- „A ... no... Spirt..." - potwierdził częstujący.

-„No i co robimy chłopy? Chłopaka ani śladu... Krzysiu... Krzysiu... gdzie jesteś?" - zawołał głośno Alfred, pozostali wtórowali za nim, rozglądając się dokoła ...

Donośne męskie głosy podchwyciło echo i niosło gromkim powtórzeniem po okolicy. Deszcz powoli się zmniejszał i w końcu tylko jeszcze, spadającymi z drzew kroplami, przypominał o ulewie. Nawet wiatr jakby spokorniał i wokół zapanowała cisza, która wszystkim wydała się niezwykle ponura, może dlatego że spodziewali się najgorszego. 

_"Zobaczta... zobaczta... od strony Łążka coś miga na wodzie. Widzicie? To latarnia!

Kogo niesie po wodzie o takiej porze po takim deszczu...? - dziwił się brodaty gospodarz Tomasik. Inni za nim wytrzeszczali oczy w nadziei, że  może mały jakimś cudem zaraz się odnajdzie. Powoli do nich zbliżała się łódka z dwoma mężczyznami, ale po chłopaku nie było ani śladu. Alfred pochrząkiwał mocno zaniepokojony. Zawsze tak robił, gdy był zdenerwowany.


Podziel się
oceń
0
0

Wyrzuty sumienia...

środa, 01 września 2010 0:47



Kliknij, żeby zobaczyć plik o oryginalnych rozmiarach.

Nadszedł czas pokuty dla lekkomyślnego wikarego, który znalazł się właściwie w sytuacji bez wyjścia. Obciążony bezmiernie tym, do czego się przyczynił, nie bardzo umiał znaleźć się w nowej sytuacji. Niewątpliwie sumienie go gryzło. Rozważał też, na ile był związany z Mileną i jakie to niosło za sobą nieprzewidziane skutki. Nawet nie pomyślał o tym, że wyrządził Benkowi krzywdę. Ona, słaba kobieta, za którą ciągnęło się nieubłagalne fatum, mogła nie zdawać sobie sprawy z istoty tego problemu, ale on - kapłan , mający na co dzień do czynienia z Biblią , doskonale wiedział, czym są wartości, którym się sprzeniewierzył, ulegając słabościom i bez reszty oddając się chuci. Tak, jakby ktoś oczy mu zamydlił, by nie mógł na nie przejrzeć, by zobaczyć, co stanie się za przyczyną jego, jakby nie było, duchowej degeneracji. Klęczał w kaplicy i oddawał się kontemplacji, obiema ręlkoma, trzymając się za głowę. Tymczasem niemały rwetes pojawił się za przyczyną małego Krzysia, który znowu zapodział się gdzieś, na jemu tylko wiadomy sposób. Mandaryna zaczęła opowiadać, jak to w pewnym momencie zawieruszył się nie wiadomo gdzie. Kiedy zaczęli go szukać, on prawdopodobnie skrywał się za którymś z krzaków i po cichu śmiał się do rozpuku, że znowu udało mu się,  wprowdzić ich w zaklopotanie. Z pewnością znalazł sobie taką kryjówkę, żeby ich jeszcze bardziej pogrążyć w zmartwieniu. Zmrok zapadał coraz większy i wszystko zaczynało się wydawać beznadziejne. Proboszcz, gdy dowiedział się o zniknięciu malca, zdenerwował się nie na żarty, bo w pewnym stopniu czuł się za niego odpowiedzialny, bo winny to był w pewnym stopniu matce dziecka, którą zapewniał, że Krzysiowi nic się nie stanie pod jego kuratelą..
A jednak ciągle były problemy z chłopakiem, o którego rozwój duchowy tak dbał, przysposabiając go do służby liturgicznej, w której Krzysiu robił coraz większe postępy, ucząc się łaciny. Jedynie Alfred zachował spokój ducha. Zaprzągł konia, zabrał latarnie i zwołał kiku chłopów, by razem z nim udali się na poszukiwanie niesfornego chłopca. Kiedy jechali w stronę Grzybka, wiatr się rozhulał i zaczął padać deszcz. Nie byli na to przygotowani. Całe szczęście, że w wozie była dodatkowa derka dla konia. To nią okryli się szczelnie, unikając zmoczenia. Cdn.
Podziel się
oceń
0
0

Przypadłość Heleny...

niedziela, 22 sierpnia 2010 0:37


Willem  Haenraets Window II

Hela zakasała rękawy i z zapałem zaczęła robić pierogi. Jej brat ksiądz, którego tak kochała i poważała , bardzo je lubił. A ona chętnie stawała przed nim i zachłystywała się jego widokiem, kiedy tak je połykał,  jeden za drugim, strojąc miny wielkiego zadowolenia.

Życie by oddała za takie jedno jego westchnięcie, wypływające z rozkoszy jedzenia. Nigdy nie przyglądała się temu, jak jadł jej drugi brat, ten od ciężkiej i brudnej roboty, bezpretensjonalny, szczery i oddany. Jego też kochała i podsuwała co lepsze kęski, zdając sobie sprawę z tego, że ciężko harował, a jednak mimo wszystko był zawsze na drugim planie, bo respekt czuła jedynie przed tym, który codziennie tak uroczyście i publicznie modlił się do Boga. Bo w jej rozumieniu było to wielkie wyróżnienie, że mógł tak modlić się i modlić bez końca. Zdawała sobie z tego sprawę, że tak nie potrafiła. Jej codzienna modlitwa najczęściej ograniczała się do takich słów - „ W imię Ojca i Syna... ja prosta dziewczyna... buch pod pierzyna..."

Jakoś tak nie potrafiła inaczej, może to wynikało ze zmęczenia po całodziennej intensywnej pracy, bo pracowała rzeczywiście na dużych obrotach, ale gdy chodziła do kościoła, to klęczała na klęczniku na wprost tabernakulum i wyliczała swe grzechy, a najcięższym z nich  był grzech nieczystości... Była chora na brak mężczyzny. Zagalopowywała się do tego stopnia, że nawet młodych kapłanów chwytała za ich przyrodzenie, czyniąc to niby żartem, gdy przychodzili do kuchni . Oni z kolei sprawiali wrażenie niezwykle zaniepokojonych i zakłopotanych,

i przerażonych takim zachowaniem gosposi, to jednak z biegiem czasu przywykali do tych jej wygłupów, nie znajdując w tym konkretnej przewiny , jedynie żart. I tak było w istocie, bo nie miała  względem nich niestosownych zamiarów, jedynie sprawiało jej przyjemność wprawianie ich w  zamieszanie..  Miała niezwykły ubaw, obserwując ich reakcje. Oni w ostateczności przywykali do tych niecodziennych zachowań i reagowali na nie z uśmiechem. Jeden jedynie wikary na przestrzerzni lat nie docenił tej niegroźnej rubaszności i poprosił o przeniesienie go na inną placówkę. Z kolei ona wynagradzała to swoje,  jakby nie było, prostackie zachowanie , podsuwając im różne smakołyki. Wszyscy oni byli zgodni co do jednego, że była wyjątkowa i drugiej takiej wspaniałomyślnej nie spotkają w swoim życiu... Jedynie brat ksiądz, gdy przyuważał taką niewłaściwą scenę, stojąc w drzwiach groził jej palcem  albo od czasu do czasu brał ją na rozmowę do gabinetu, gdzie wygłszał jej nauki, a ona stała potulnie słuchając i wciskając głowę w prawe ramię , wzdychała  ciężko, myśląc po swojemu, że mimo wszystko przydałby się jej dziarski chłop.
Cdn.
Podziel się
oceń
0
2

Cyganki...

czwartek, 15 lipca 2010 23:21

 



Kasiu, Krzysiu i Jacku, gdzie jesteście, darła się Hela tak głośno, że aż Alfred wyjrzał ze stajni, gdzie oporządzał konie przed wyjazdem do Łążka.

-„Pani kochana, ja widziała, jak oni szli po śniadaniu w stronę Czarnej Wody, pewnie kąpać się..."- zakomunikowała Chabowska.

- „Boże drogi, jeszcze jakie nieszczęście z tego będzie, z Krzysiem zawsze coś w nie porę się wydarzy, zacznie się popisywać i znowu będą kłopoty. "

-„ Nie zamartwiajcie się pani Hela, szła z nimi Mandarynka, a Krzysiu ją bardzo lubi, to i posłucha. Niedawno jak wczoraj gdy kąpała się ,  podglądał ją przez dziurkę od klucza ..." - odezwała się Dziuczka, która w międzyczasie zdążyła już obrać wiadro ziemniaków  i zabierała się do skubania kur.

Hela otarła rogiem fartucha spocone czoło i nachylając się nad miską z ciastem,  burknęła pod nosem  -„znowu... a to chuncfot jeden, jak tak dalej pójdzie, to niezłe ziółko z niego wyrośnie, rozpuszczony jak dziadowski bicz." Pani Hela ktoś otwiera drzwi od altany, może to Cyganki, co od tygodnia są we wiosce i łażą po chałupach, prosić co łaska i tylko ślepiami wodzą , co by tu ściągnąć, powiedziała Chabowska i zerwawszy się ze stołka, pobiegła w stronę drzwi. „ Nie mówiłam to one, psiajuchy" krzyczała podniecona widokiem trzech romskich kobiet. „A wy tu co, wynocha stąd, bo zawołałam Alfreda, to was batem przegoni" ! - „My do pani gospodyni, a wy nie krzyczcie, bo czar na was rzucim..." - rzekła spokojnie najstarsza z nich, wymachując w powietrzu rękoma, jakby podrzucała piłkę. Chabowska zbladła i wycofała się pokornie w kąt korytarza, drżąc jak osika ze strachu. One tymczasem stanęły  na progu kuchni, kłaniając się w pas Heli, która gestem ręki pokazała, że mają wejść do środka, wskazując jednocześnie na ławę. Weszły potulnie i wszystkie jak na komendę zawołały - niech was Bóg błogosławi dobra pani. - „Głodnyście pewnie, częstujcie się tym co na stole "- zachęciła Helena, nalewając każdej po kubku mleka. Romki sięgnęły po chleb, ser i jabłka.  Jadły w milczeniu i zarazem w jakimś dziwnym namaszczeniu, jakby od dawna nic w ustach nie miały. Hela przyniosła ze spiżarni konfitury i masło, zachęcając , by i tego pokosztowały. Dziuczka niezadowolona mruczała - „ co to panisko wyprawia, takie dziadostwo do domu wpuszcza, nawet się nie spostrzeże , jak jej coś ukradną... Oby was dunder świsnął..." - rzuciła  przekleństwo w stronę Cyganek, spluwając za siebie trzy razy.

Gdy opróżniły już cały słoik konfitur z zeszłorocznych jagód i wypiły po jeszcze jednym kubku mleka,  trzy kobiety sapnęły z zadowolenia, wycierając usta wewnętrzną stroną spódnic. Następnie obstąpiły Helę z każdej strony, wychwalając jej czułe serce i skomląc , by im do toreb nałożyła jedzenie dla dzieci, „a i grosz jaki by się przydał paniusiu ... kochaneczko..." Biadoliły tak , zawodząc śpiewnie, kiedy akurat do kuchni wszedł Alfred. - „Daj im tam co , niech odejdą w spokoju". Wyjął z kieszeni pięć jajek, które przyniósł z kurnika i dał tej najmłodszej. Ta od razu chwyciła go za rękę i zaczęła mu wróżyć. Alfred bezskutecznie starał się uwolnić, wreszcie zrezygnowany, poddał się jej szczebiotliwemu wróżeniu z ręki. W tym momencie wszedł proboszcz i marsowym tonem głosu skarcił Alfreda , że ulega złym podszeptom i spojrzał surowo na Cygankę, która chyba z szacunku do sutanny od razu zrezygnowała z dalszej,  zwodniczej kabały i razem z koleżankami wycofała się z kuchni. Alfred ruszył za nimi, pilnując , by po drodze niczego nie zmajstrowały.

Szedł z nimi aż do furtki, którą zamknął dokładnie w obawie przed ich powrotem.

Wszedł do domu od strony altany, zamykając drzwi na zamek.

Cdn.


Podziel się
oceń
0
0

Histeria Mileny...

środa, 09 czerwca 2010 0:49


www.polskiemuzy.pl  www.pielgrzymki.szczecin.pl


femme



Milenuś... co ci się stało...? Dopytywał się Benon , zatrwożonym i pełnym oddania głosem.  Podtrzymywał ją i jednocześnie głaskał. Co ci jest kochanie? Przestraszył się nie na żarty. Poczuł się źle, obawiając się najgorszego. A może ... pomyślał... może zaszła w ciążę i stąd ta reakcja? To byłaby dla niego świetna wiadomość. Oczekiwał tego z kilku powodów. Nieraz myślał, że dobrze by się  stało, gdyby dziecko pojawiło się na świecie. Staliby się wtedy pełną rodziną i opuściłby go lęk o to, że Milena pójdzie sobie w przyszłość własną drogą.  Żył w nieustannym lęku, że może go opuścić. Była taka piękna, uwodzicielska i miała niesamowite wzięcie u mężczyzn. Gdziekolwiek pojawiła się, zaraz była w kręgu zainteresowania. Nie mógł zdzierżyć tych pełnych namiętności spojrzeń rzucanych na jego ukochaną żonę. Dostrzegał je nawet tam, gdzie ich nie było. Był chory z miłości. Zaślepiony, wyobrażał sobie zbyt wiele, nawet i to, czego nie było. Wcale nie była taka piękna, jaką ją widział. Były o wiele ładniejsze od niej, lecz tego wcale nie zauważał. Jeżeli już, to była jedynie uwodzicielska, nic poza tym, ale on akurat z tego nie zdawał sobie sprawy.

Zaprowadził ją do pokoju i położył na łóżku.  Zaczął ją wachlować ręcznikiem , bo wydawało mu się , że za lada moment mu zemdleje. Rozczulił się tak bardzo, że łzy stanęły mu w oczach, podczas gdy ona histeryzowała dalej, wydając z siebie okrzyki trudne do zidentyfikowania.  Nadmierną ekstrawersją zamierzała oszukać otoczenie.

Płacząc i demonstracyjnie zachowując się , zamierzała wzbudzić zainteresowanie sobą Benona, dostrzegając w nim przystań dobrego zakotwiczenia. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że poza nim nie znajdzie drugiego takiego, aż tak bardzo oddanego jej fanaberiom. Nie zamierzała rezygnować z takiego daru. To było, dla niej zbyt ryzykowne,  by miała się do końca dać, ponieść swoim erotycznym fantazjom.  


Podziel się
oceń
0
2

Dalszy ciąg historyjek obyczajowych. Poprzedni odcinek - przed świętami... Czytelników przepraszam za opieszałość w tym względzie. ....

sobota, 24 kwietnia 2010 2:29


www.polskiemuzy.pl  www.pielgrzymki.szczecin.pl

Czytajcie - Polskie Muzy...






W tym dniu na śniadanie, które jak zawsze obfitowało różnościami, a szczególnie zapachem na bekonie smażonej jajecznicy, wszyscy schodzili się wyjątkowo niepunktualnie.

Pierwszy w jadalni pojawił się proboszcz. Z dość naburmuszoną miną usiadł przy stole i bawił się łyżeczką, uderzając o talerzyk. Właśnie przed chwilą Helena zdradziła mu najnowszy sekret Mileny. Tak się tym przejął, że złapał się za głowę

i stał tak przez dłuższą chwilę w kompletnym ni to zaskoczeniu, ni to przerażeniu.  „A mówiłem mu, mówiłem...", powtarzał w osłupieniu, wskutek tej nieprzyjemnej nowiny.  Jakoś ostatnio nie miał szczęścia do wikarych. Z poprzedniego był bardzo niezadowolony, bo migał się od pracy i często gdzieś wyjeżdżał, nie informując go.

Ciągle widywano go z młodymi chłopakami i ludzie zaczęli snuć domysły . Nie było to przyjemne, odpowiadać na takie zaczepki parafian. Całe szczęście, nic z tych rzeczy,  o które wikarego posądzano, nie sprawdziło się . Po prostu  miał rozrywkowy charakter i nie dojrzał jeszcze do swej roli. Jednak on , proboszcz nie odpuścił mu tak łatwo.

Rozliczał z obowiązków i często z nim rozmawiał . Gdy siedział w altanie,  popijając ulubioną czekoladę, rozkładał Biblię

i omawiał ze swym podopiecznym co ważniejsze urywki. Zaowocowało to tym,

że młody kapłan zrozumiał swoje powołanie i zmienił się diametralnie. Opuszczał parafię ze łzami w oczach, dziękując swemu pryncypałowi za opiekę nad jego duchowym rozwojem. Teraz trafił mu się człowiek chętny do pracy. Jak chętny do pracy, tak chętny do kobiet, pomyślał z oburzeniem. W dodatku nie opamiętał się

i wyrządził krzywdę, głównie jego,  siostrzeńcowi. Obawiał się o Benona, który uchodził za wrażliwca i niezwykle prawego mężczyznę. Zaczął się wahać, czy poinformować go o tym, co wyrządziła Milena. Miał  większy żal do niej niż do Jerzego. A wszystko to pod moim dachem  - myślał rozgorączkowany.

- Zjedz coś  - nie czekaj na nich, pewnie znowu zaczną się złazić każdy w innym czasie, a tobie jajecznica ostygnie. Kasiu, przynieś chleb i bułki z kuchni, bo zapomniałam przynieść . Wszystko jest , a chleba zabrakło, to wszystko przez tę Milenę nieszczęsną , dodała półgłosem.

Na dźwięk tego imienia jej brat uniósł się aż do połowy stołu, po czym usiadł, jakby ktoś rzucił w niego kamieniem . Zbladł tak bardzo, że Hela przestraszyła się .  Pobiegła do kuchni i przyniosła walerianowe krople. Gdy je odliczała na łyżeczkę , trzęsła jej się ręka tak bardzo, że wszystko rozlała. Proboszcz wybuchnął nerwowym śmiechem

- Co ty, Heluś, nic mi nie jest.

- Jak to nie jest? Zbladłeś jak kreda!

- To tak na chwilę krew zmieniła kierunek... już dobrze... nie martw się . Jakoś to będzie...

Starał się sam siebie uspokoić.

Hela wcisnęła mu do ust ponownie odliczone krople. Chcąc, nie chcąc, musiał je wypić.

Powoli jadalnia zaczęła się wypełniać . Po kolei, ale niemal jednocześnie, stawili się wszyscy. Jako ostatni zjawili się Milena  z  Benonem . Tak się złożyło, że usiedli naprzeciw wuja. Proboszcz co chwilę znacząco spoglądał na Milenę.

Zrozumiała, że on już wszystko wie. Kręciła się niespokojnie na krześle i przykładała dłoń do czoła, jakby chciała wszystkim objawić , że boli ją głowa. Wszędobylski Krzysiu pierwszy to zauważył i chcąc wywołać zamieszanie, krzyknął , podskakując na jednej nodze

- Milena , co się tak kręcisz, jakbyś robaki w tyłku miała? 

Ktoś parsknął głośnym śmiechem , pozostali niektórzy uśmiechali się ironicznie

i jakby domyślali się istoty tego wiercenia...

 - Ach ty, łobuzie, marsz do kuchni na rozmowę, zawołała Hela.

Nagle zrobiło się tak cicho jak makiem siał... W tej ciszy kaskadą rozpaczy odezwał się płacz Mileny. Nie wytrzymała napięcia. Nerwy puściły tak bardzo, że Benon musiał wyprowadzić ją z pokoju.

Cdn.  - Ais

 


Podziel się
oceń
0
3

...

sobota, 03 kwietnia 2010 18:08




Stół Wielkanocny już  doczekać nie może się wielkanocnego śniadania...

Pisanki, kurczaki, baranki - stół kolorowy i radosny jak święta, z okazji których został nakryty. Meble z litego dębu - na zamówienie, Willow House; lniany obrus z serwetkami - 600 zł/komplet, słomiane baranki -15 zł/szt., koszyk - 15 zł, Cepelia; sztućce - 504 zł/24 szt., Tazza; kieliszki do jajek - 6 zł/szt., porcelanowe talerze: obiadowe - 24zł/szt., deserowe - 19 zł/szt., dzbanek - 35 zł, Zone;  ręcznie malowane pisanki - 3,50 zł/szt., serwetka (w koszyku) - 49 zł, drewniane figurki: kurki - 19 zł/szt., bociany - 28 zł/szt., Arex; poduszki - 45 zł/szt., Almi Decor; ceramiczna patera - 99 zł, kieliszki - 17 zł/szt., Red Onion; ceramiczna kura - 49 zł, sztuczne forsycje - 5,90 zł/gałązka, bieżnik - 12,90 zł, This & That; obrus - 49,95 zł, Jysk; zasłona - 175 zł/2 szt., dekoracyjne kule ze sztucznego bukszpanu - 15 zł/szt., Hemtex; bambusowy wazon - 39,99 zł, sztuczne anemony - 39 zł/szt., Home Concept Store.

Spokojnych i radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego ... życzy  - Ais...

Na dalszy ciąg losów Mileny zapraszam  po świętach  - Krystyna
Podziel się
oceń
0
0

...

poniedziałek, 22 marca 2010 20:09



www.polskiemuzy.pl  www.pielgrzymki.szczecin.pl






 

Milena jeszcze nie spała, gdy w  pokoju pojawił się Benon, ale jak zawsze, kiedy nie miała chęci na rozmowę z nim, odwrócona do ściany, udawała, że śpi. Pochylił się nad nią i pocałował w wystający zza włosów kawałek ucha. Nie czyniąc zamieszania, niemal bezszelestnie położył się koło niej, delikatnie obejmując ramieniem. Dalej udawała , że nie czuje tego. Nie chcąc budzić żony, szanując jej odpoczynek, po ciężkim dniu pracy zasnął bardzo szybko. Pół godziny później

z nocnego spaceru nad jeziorem do sąsiedniego pokoju wróciła Mandarynka. Chwilę postała przy oknie, posyłając ręką pozdrowienia Rajmundowi, który po odprowadzeniu jej  nadal stał pod bramą . Kiedy tak patrzył na nią z dołu, w świetle księżyca wydała mu się tak piękną , że niemal wrósł w ziemię z zachwytu. Wreszcie Mandaryna wycofała się w głąb pokoju, by wreszcie sobie poszedł , bo stałby tak

i stał w nieskończoność.  Czekał jeszcze chwilę w nadziei, że raz jeszcze pojawi się

w oknie, ale ona zdążyła się położyć, nim  wreszcie odszedł.  Szedł, ociągając się i co chwilę oglądając się,  łudził się, że ją ponownie zobaczy. Ale ona szczęśliwa ze spotkania od razu usnęła. Nim doszedł do domu, wspomniał chwilę po chwili, razem z nią spędzoną. Znowu, jak godzinę wcześniej, trzymał ją w ramionach, czując zapach jej włosów i ciała tak intensywnie, że wydawało mu się , że znowu jest przy nim. Właściwie to cała ich bliskość polegała wyłącznie na pocałunkach i przytulaniu.

Doceniał jej czystość i nie zamierzał przekraczać niedozwolonych granic. Pewny był, że bardziej intymne zbliżenie nastąpi dopiero po ślubie. Sama myśl o nocy poślubnej podniecała go tak bardzo, że nierozważnie zahaczył nogą o wystający kołek tak niefortunnie , że rozdarły mu się spodnie niemal do kolana.  Nawet na pamiątkę tego zdarzenia, ostry czubek owego polana, rozdrapując kolano,  pozostawił ślad na wiele lat... Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie to, że Rajmundowi takie przypadki zdarzały się nazbyt często. Miał zbyt romantyczną duszę, by coś takiego nie miało się mu przytrafiać. Mama jak zwykle czekała na niego w kuchni, zaniepokojona przedłużającą się nieobecnością . Delikatnie musnął ustami jej dłoń

i poszedł do swego pokoju, nadal rozpamiętując czułości minionego dnia. Cała wieś spała. Od czasu do czasu z jakiejś zagrody odzywało się słabe ujadanie psów. Rajmund wyjrzał przez okno. Wydawało się , że wypatruje ukochanej , było ciemno

i  tylko Księżyc jakby zawisł w pozornym milczeniu, a gwiazdy w rozpędzie wędrowały po niebie i zmieniając kierunek, przekazywały sobie wiadome znaki...


Podziel się
oceń
0
0

...

czwartek, 25 lutego 2010 1:10




www.polskiemuzy.pl








Milczeli, w milczeniu znajdując ukojenie. Trzymał ją za rękę. Gdy usnęła, wyszedł z pokoju. Roztrzęsiony, rozpoczął modlitwę, ale nie mógł jej dokończyć. Myśli jak pioruny przelatywały mu przez głowę . Nie, tego nie zrobi, nie rozbije małżeństwa, jeśli nawet jest ojcem tego dziecka, czego do końca nie był pewien. Posądzał ją o zwykły kaprys. Poznał ją na tyle, że nie traktował jej zbyt poważnie i to też stało się przyczyną jego wyrzutów sumienia. Czuł się w pewnym stopniu nie w porządku względem niej , bo wykorzystywał świadomie jej uległość. Człowiek , który bezmyślnie ulega zmysłom, sam pcha się w tarapaty i  dopiero teraz trafiło to do jego świadomości. Jeszcze nie wiedział, jaki sprawa obierze obrót. Nie był pewien swojej decyzji. Miotał się jak owad, który zaplątał się w pajęczynie. Bezwiednie podszedł do okna. Spojrzał na rozgwieżdżone niebo i księżyc w pełni, który zawieszony w przestrzeni, sprawiał wrażenie, że płynie razem z gwiazdami w nieznane obszary...

W jednej chwili zapragnął być jedną z tych gwiazd, by płynąć , płynąć i płynąć jak one w bezgranicznej beztrosce... Tak mu się w tym momencie zdawało.

Zamyślił się nad wielkością wszechświata, oddalając od siebie sprawy doczesne w nadziei, że sprawy jakoś same się rozwiążą. Zwykle jednak jest tak , że trzeba interwencji osób trzecich, by nabrały innej rozpiętości i on o tym dobrze wiedział. Odsuwając od siebie niewygodne myśli, postanowił położyć się spać. Gdy usypiał, usłyszał kroki na korytarzu. To z popołudniowej zmiany Benon wracał z pracy...    Cdn. Ais


Podziel się
oceń
0
1

...

środa, 17 lutego 2010 0:29



www.polskiemuzy.pl




 
Nie wiedział, co jej powiedzieć . Jednego był pewien , nie zrezygnuje dla niej

z kapłaństwa. Czy ją kochał? Na początku był w niej zakochany. Ale to nawet

nie było zakochanie co najwyżej zauroczenie, potrzeba bardziej temperamentu a nie serca. W zaślepieniu pozwolił się wciągnąć w koleiny namiętności. Podobała mu się, jak kobieta podobać może się mężczyźnie i nic więcej. Inne kobiety i dziewczyny też mu się podobały. I co z tego? Pewnie nie byłby wiernym mężem tak, jak nie był

prawym kapłanem. Był wykształcony. Posiadał nawet tytuł doktora,

ale to nieistotne , jeśli to nie ma nic wspólnego z przyzwoitością.  

Zdał sobie z tego wszystkiego sprawę, gdy myśli jak błyskawice przemykały mu przez głowę .

Wreszcie z wielkimi oporami wykrztusił z siebie - Nie, Milenko, nie mogę porzucić kapłaństwa, przysięgałem Bogu, nie mógłbym żyć inaczej, zrozum.

Także ślubowałaś miłość i wierność, i że nie opuścisz małżonka swego aż do śmierci.

I Tobie nie wolno postąpić inaczej. Urodzisz i wychowasz to dziecko .

Zawahał się i dalej mówił, zadając pytania...

- A skąd pewność, że to ja jestem ojcem dziecka? To równie dobrze może być dziecko Benona, sypiasz z nim częściej niż ze mną. Tak, to na pewno dziecko Benona, nie moje... Mówił rozgorączkowany i nawet przekonany, że tak jest i są to jakieś głupie wymysły, by go usidlić .

Poczuł ogromną niechęć do niej,  podczas gdy ona, rozpaczliwie czepiając się,

wiła się  i tuliła, prosząc , by jej wysłuchał.

- To było tak ... zaczęła udowadniać, że ojcem dziecka jest on, a nie Benon.

-  Być może odparł, że tak jest. Decyzji nie zmienię .

Jednym, zdecydowanym ruchem, odsunął ją od siebie. Ruszył w stronę drzwi, ale żal mu się jej zrobiło, więc cofnął i całując w czoło, przytulił mocno i poprowadził

w stronę łóżka. Wyglądała okropnie. Zauważył to. I tak jak zawsze, miał na nią ochotę, tym razem wydała mu się nieatrakcyjna. Rozmazany tusz rozpływał po policzkach, a ona sam wyglądała jak półtora nieszczęścia w rozczochranych włosach i blada jak kreda. Uniósł ją i delikatnie położył na łóżku... Dcn.  Ais.


Podziel się
oceń
0
0

...

wtorek, 02 lutego 2010 0:56
 


www.polskiemuzy.pl






Pełny ekran

Ciąg dalszy losów Mileny w tle innych bohaterów skupiających się wokól plebanii..


Siedzieli w ciszy dłuższą chwilę... Jak gdyby każdy z nich w innym pokoju i o innym czasie, a jednak razem w tej tragicznej, jakby nie było sytuacji. Pierwsza odezwała się ona.  - Słuchaj, Jerzy... powiedziała, tłumiąc szloch.

- Słuchaj . . . Stało się , co stało.  Kocham ciebie, zostań ze mną .

Proszę ...

Przytuliła się do niego w obawie, by jej nie umknął.

- Benon o niczym nie wie,

ale może domyśla się ... Albo i nie, bo taki trochę z niego safanduła... 

Nie kocham go. Wyszłam za niego, bo naprzykrzał się .

Ciągle jęczał i jęczał - wyjdź za mnie, to wreszcie zlitowałam się i w ten sposób doszło do ślubu. Z tobą, co innego, zaiskrzyło od razu i to było tak,

jakbym znała ciebie sto lat.  Spojrzała na niego z tkliwością ,

może wywołaną przez świadomość tego, że jest ojcem jej dziecka? 

Kobiety już takie są . Nawet w najgorszej budzą się pozytywne uczucia,

kiedy zostają matkami.

- Dlaczego milczysz? - pytała zdenerwowana, ocierając się o jego policzek

i głaszcząc po włosach, dalej ciągnęła swą tyrradę  w nadziei,

że go udobrucha. Domagała się zrozumienia i  zawsze w takiej sytuacji

kierowała się sobie wiadomą dyplomacją  i nikt nie obchodził ją

w tej chwili poza własnym interesem.  Jerzy delikatnie odsunął się

od niej, dalej nie odzywając się i trzymając twarz w dłoniach.

Z wiadomych względów było mu bardzo ciężko.

Myśli jak fale wzburzonego oceanu przemykały mu przez głowę .  

Raz po raz topiły żale w bezkresnej toni,

to znowu z hukiem odbijały się o brzeg, wołając o zadośćuczynienie...

Tylko jakie?  Kierowane widzi mi się Mileny czy jego własnym sumieniem... ?

 


Podziel się
oceń
0
0

...

poniedziałek, 25 stycznia 2010 22:40

www.polskiemuzy.pl


l


Street Relations by Andro Kööp















Po chwili w kuchni pojawiły się dzieci z nowinami. Kasia przejęta, opowiadała, jak to ludzie zachowywali się , gdy z samochodu wyjmowali dary. - „Każdy rzucił się na nie, jakby to były nie wiadomo jakie skarby", mówiła rozgorączkowana. Widać , przeżyła bardzo to wszystko. Widząc w jej oczach egzaltację, niebyłą , Hela pogłaskała ją po włosach i odezwała się życzliwie - Kasiu, ludzie już tacy są, czy trzeba, czy nie, wszystkiego im za mało.

Za to Krzysiu promieniał z radości. Nagromadził dla siebie słodyczy przynajmniej na miesiąc. Jacek pochwalił się nową zabawką. Był to samolot

z bateriami,  gdy się go uruchomiało, szybował w powietrzu. Taka wspaniała zabawka trafiła mu się pierwszy raz w życiu. Tylko Kasia nie miała się czym , pochwalić.   - Siadajcie dzieci, powiedziała Hela ze zwykłą sobie swadą...

- dla was specjalnie zrobiłam sałatkę z rzodkiewkami.

Dzieci w skupieniu zaczęły posilać się smakołykami i od czasu do czasu któreś z nich

odzywało się z uznaniem - jakie to smaczne, czy mogę więcej...?

Helena , zadowolona, odpowiadała niezmiennie - jedzcie dzieci , ile chcecie, dla was to wszystko...

- Tylko się nie przejedzcie, bo brzuchy was zabolą , a wtedy ja się za was zabiorę,

odzywał się co chwilę  felczer Szymon, ocierając pot z czoła i odsuwając się od Dziuczki, która rzeczywiście nie najlepiej pachniała. Zauważył to Krzysiu,  mówiąc - a co tu tak śmierdzi? .  A nie mówiłem? -  ucieszył się Szymon . . .

W pokoju Mileny przyćmione światło wyglądało zza firanki.

Siedziała z podkurczonymi kolanami na ziemi i wydawało się , że podgryza paznokcie, gdy dłoń przyłożyła do ust w zamyśleniu. Obok na fotelu siedział Jerzy.

Przed chwilą dowiedział się , że jest ojcem jej dziecka. Czy na pewno ja? ,

myślał w osłupieniu, przecież równie dobrze mógł to być jej mąż. Kiedy w milczeniu analizował każde jej słowo, wydawało mu się to możliwe, że to właśnie on , a nie kto inny jest ojcem ... Przeraził się . Zwłaszcza, że ona przed chwilą domagała się od niego, by zrezygnował z kapłaństwa. Co to, to nie , myślał podekscytowany.

Jak rozwiązać ten dylemat? Nie miał pojęcia. Nie może doradzić , by usunęła.

Nie , taki wykolejony, to nie jest... Byłoby to wbrew Bożym przykazaniom, które głosi. Co zatem ma jej powiedzieć w tej sytuacji?  Poczuł, jak ból rozsadza mu czaszkę...   Cdn. Ais

 

 


Podziel się
oceń
0
0

środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  23 313  

O moim bloogu

Treści różnorodne. Relacje między ludźmi. Postrzeganie świata. Wizje i fantazje.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 23313
Wpisy
  • liczba: 99
  • komentarze: 559
Galerie
  • liczba zdjęć: 37
  • komentarze: 9
Bloog istnieje od: 2986 dni

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl